Siedziałam przy drzwiach, skulona i
smutna. Przez ostatnie kilka dni nie wychodziłam z pokoju. Straciłam coś co
było najcenniejsze w moim życiu. Zbliżały się moje urodziny. Ta szczęśliwa szesnastka. Jednak nie oczekiwałam
niczego. Od początku roku szkolnego zostałam zapomniana. Moja siostrzenica
Laura, miała kolejną operację i ma co drugi dzień rehabilitacje. Pomyślałam że
jak zacznę się dużo bardziej starać, rodzice mnie zauważą. Myliłam się. Moja
średnia wynosiła 4,1 , dużo większa niż w gimnazjum. Minęły wakacje, i dalej to
samo. Zaraz po mnie miała urodziny
Laura. Dwunasty Grudnia. Znienawidziłam ten dzień. Tego dnia moje życie runęło.
Siostra zniszczyła najcenniejszą rzecz w moi życiu. Poprzysięgłam sobie że
zapłaci mi za to. Moja matka nawet nie
zdziwiła się że chce się przenieść do innej szkoły. W ogóle ją to nie
obchodziło. Przenoszę się z jednego konkretnego powodu. Nie chce już więcej
cierpieć. Od nowego roku mam uczęszczać do innej szkoły. Czas jaki zmarnuję na
dojazd do tej szkoły jest nie wielki. Zawsze gdy się gdzieś wybieram dużo
czytam. Nie przeszkadza mi nic. Westchnęłam ciężko i upadłam na łóżko. Byłam zmęczona od kilku dni nie spałam. Bałam
się zasnąć. Od śmierci pewnej osoby nękały mnie koszmary, które sprawiały że
czasem nie chodziłam do szkoły. Stara przyjaciółka, która wyjechała do Stanów
podarowała mi swój ulubiony naszyjnik. Mały
krzyżyk na rzemyku. Zawsze gdy się boję czy jestem smutna, przejeżdżam po nim
palcami. Moje powieki stawały się cięższe i cięższe. Zamknęłam oczy. Zaczynałam
zasypiać.
Nie
wiem dlaczego ale znowu biegnę. Uciekam przed kimś. Ten tunel wydawał się nie
mieć końca. Było strasznie zimno. Upadłam na ziemię. Strasznie się lepiła.
Przełknęłam ślinę i spojrzałam na osobę stojącą przede mną. Moje oczy zrobiły
się wielki i widziałam swoje odbicie w nożu. Przesuwałam się po tej ziemi aż do
ściany. Wstałam i patrzałam prosto w oczy osobnika. – Nande?! –krzyknęłam.
Usłyszałam szatański donośny śmiech. Zamknęłam oczy. – Shinitakunai!- szepnęłam.
Podniosłam się
gwałtownie. Byłam cała spocona i drżałam. Mój oddech był ciężki i głęboki.
Wzięłam głęboki oddech i oparłam się plecami o ścianę. Złapałam naszyjnik który
podarowała mi Yumiko. Ścisnęłam go mocniej i oddychałam powoli i głęboko.
Poczułam spokój i położyłam się. Przełknęłam ślinę i zamknęłam oczy. Byłam tak
przestraszona że przez chwile nie mogłam zasnąć. Jednak zmęczenie wygrało. Zasnęłam.
***
Minęło kilka
miesięcy. Zima dalej panowała. W moje życie wleciał kolejny promyk nadziei. Moi
Rodzice nie zapomnieli o moich urodzinach. Dostałam kilka fajnych rzeczy. Siedziałam obecnie w kafejce przed laptopem.
Czytałam fragmenty książek i piłam gorącą
czekoladę. Podniosłam głowę znad laptopa i spojrzałam na ulice. Siedziałam przy
wielkim oknie na całą ścianę. Wszystko było zaśnieżone i sypał lekki śnieg. Ten
widok zawsze wprowadzał mnie w miły nastrój. Przez kilka dni nie miałam żadnych
koszmarów. Wyspałam się jeden, drugi, trzeci dzień. Myślałam że się to
skończyło. Moje cierpienie nocne. Nie odczuwałam strachu. Może tylko ten z nową
szkołą. Nic więcej. Wzięłam głęboki Oddech i pociągnęłam łyk czekolady. Nagle
przy oknie przeszedł wysoki, ciemnowłosy chłopak. Szedł powoli. Coś go
dręczyło. Poczułam nagle ten strach co, co dzień w nocy. Złapałam się za ramiona
i zaczęłam się trząść. Nagle usłyszałam szept, dochodził tuż za moich pleców. „Shinitakunai!”. Spakowałam rzeczy do torby i wypiłam do końca
kubek z czekoladą. Ubrałam kurtkę i wyszłam z kafejki. Przed wyjściem
wyrzuciłam kubek do kosza. Zamknęłam za sobą drzwi. Szłam pewnym krokiem przed
siebie. Głowę miałam opuszczoną. Przechodziłam obok wielkiego budynku.
Przypomniało mi się że miałam dzisiaj odnieść książki do biblioteki. Weszłam po
schodach i otwarłam drzwi. Wymusiłam na swoich ustach, uśmiech.
- Konnichi wa! – powiedziałam.
-Ohayo, Shinigami-chan. –uśmiechnęła się kobieta za biurkiem.
Wciągnęłam z torby kila książek. Położyłam je na biurku
brązowowłosej i uśmiechnęłam się miło.
-Doozo.- powiedziałam.
Kobieta powkładał załączniki do książek i rozluźniła
się. Brązowooka liczyła na około 21 lat. Nazywała się pani Sikimi, zwaną Alice.
Zawsze uśmiechnięta i wesoła, nic w swoim życiu nie ukrywa. Bardzo dużo czyta,
jest obecnie na studiach i cieszy się życiem. Chce w przyszłości zostać
zawodową pisarką. Spojrzałam na jej obecny wyraz twarzy. Uśmiechnęłam się i westchnęłam.
-Mam do ciebie prośbę. – uśmiechnęła się i wyciągnęła
jakiś notes ze szafki.
-Hai? –mruknęłam.
-Przeczytaj to i powiedz co o tym myślisz. –uśmiechnął
się i położyła notes przede mną.
-Dobrze. –spojrzałam na zegarek. – Wezmę kilka książkę
i pójdę za niecałe pół godziny będzie obiad.
Kobieta przytaknęła i obróciła się na fotelu. Ruszyłam
do jednego z działów i oglądałam książki.
Jedna od razu przykuła moją uwagę. „Szelest”. Na okładce był mężczyzna z nożem.
Przypomniało mi ten sen, oraz szept z kafejki. Przeczytałam opis książki.
Spodobała mi się i to bardzo. Wybrałam jeszcze kilka i wróciłam do Alice.
Uśmiechnęłam się i westchnęłam.
-Już. Dobrze. –wyciągnęła z książek załączniki i włożyła
je do zakładki /Yuki Ishi/.
Włożyłam książki oraz notes do plecaka i wyszłam.
Ruszyłam prosto do domu. Uśmiech zniknął z mojej twarzy wraz z zamknięciem drzwi
biblioteki. Szczerze mówiąc, byłam ciekawa tej nowej książki. Szłam chodnikiem
dosyć powoli. Mijałam kilka zaułków. Nagle z jednego którego minęłam rozległ
się krzyk. Nie wróciłam na niego uwagi poszłam dalej. Ludzie zebrali się przed
uliczką. Byli ciekawi. -Jednak ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – szepnęłam.
Szłam dalej do domu gdy usłyszałam czyjeś szybkie kroki. Miałam na głowie kaptur,
więc osoba nie widziała mojej twarzy. Zamarłam gdy tylko zobaczyłam kto to. To
była ta sama osoba którą widziałam z kafejki. Przełknęłam ślinę i stanęłam.
Chłopak zatrzymał się wraz ze mną.
-Zostawiłaś jedną książkę. –powiedział.
Nie odzywałam się ani słowem, tylko pokiwałam głową. W
uchu miałam jedną słuchawkę. Skupiłam się bardziej na muzyce niż na nim. Podał
mi książkę i uśmiechnął się.
-Arigato. –mruknęłam.
Stałam przez chwilę w miejscu. Nie odzywałam się. Widać
było po ciemnowłosym że coś chciał.
-Sayonara. –mruknęłam ponownie.
Odwróciłam się do chłopaka plecami i szłam dalej.
Widziałam że dalej tam stoi. Jednak gdy tylko skręciłam za uliczką, poczułam
strach. Stanęłam i wpatrywałam się w chodnik, który obecnie pokryła wielka
warstwa śniegu. –Znowu czuję strach. Czyżby on był powodem moich nieszczęść? –powiedziałam
do siebie.
Twój szablon został wykonany na malach-tow. Zapraszam.
OdpowiedzUsuńOhayo !
OdpowiedzUsuńCzy ktoś Ci kiedyś mówił, że świetnie piszesz? Jeżeli nie to ja mogę powiedzieć to z ręką na sercu: bosko! Lubię czytać opowiadania w narracji pierwszoosobowej, choć sama piszę trzecioosobowej( pokręcone) , ale cóż jestem dziwna. Wracając, bardzo lekko i przyjemnie czyta się Twoją historię i skoro to dopiero prolog to z niecierpliwością czekam na rozdział. Pozdrawiam! :3
Mogłabyś zmienić informacje kto wykonał szablon...
OdpowiedzUsuńups zapomniałam! już już !
UsuńUwaga blog został przeniesiony na by-yuki-chan.blogspot.com
OdpowiedzUsuń